Krzyk trenera
Krzyk trenera vs „darcie ryja” Krzyk to nie jest darcie ryja! Darcie ryja to kapiszon, płachta na byka. Krzyk to coś zupełnie innego. Dobre narzędzie w rękach trenera. Odpowiedni, wyważony potrafi zamrozić…

Dojrzałem do momentu, w którym biorę na siebie odpowiedzialność za betonowanie nowych dróg, które odpowiedzą na dzisiejsze potrzeby. Kolejne drogi będą budować moi uczniowie i tak bez końca. Dlaczego? Ponieważ te same drogi prowadzą w te same miejsca. Jako ludzie, jako karatecy, nie potrzebujemy i nie chcemy takiego życia.
Lubię romantyczne dyrdymały o wartościach w sporcie, trafia to do mnie. Owijam to w etos karateki, ucznia. Pamiętam mój pierwszy wykład na studiach. Aula AWF Warszawa, teoria kultury fizycznej. Ta chwila wpłynęła na moją wrażliwość i późniejsze zrozumienie, czym jest kultura fizyczna. Wiele lat później zrozumiałem, jaki to miało wpływ na moje karate. Sposób, w jaki prof. Zuchora opowiadał o sporcie i wartościach, porwał mnie całkowicie. Później byłem jeszcze na kilku innych wykładach podczas studiów.
Pojedynki z zakładem metodyki nauczania były prawie tak spektakularne jak szpagat w moim wykonaniu. Z egzaminu końcowego zostałem wyproszony, ale ponieważ nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego mam opuścić aulę, zostałem. Wbrew woli prowadzącego napisałem i zdałem. Miałem już w tym czasie brązowy pas, wiedziałem „wszystko” o metodyce nauczania i wychowaniu niegrzecznych uczniaków. Oj, fascynująca to była przeprawa, ale wyszedłem z tego mocniejszy i nauczyłem się, że czasami warto zamknąć dziób.
Studia nauczyły mnie czerpać garściami z wielu dyscyplin sportu. Okazuje się, że nawet taki kamień pływacki jak ja może pływać, choć pod wiatr jest ciężko. Jak to się wszystko ma do mojego karate?
Jest wielu utalentowanych shihan, sensei, od których warto się uczyć bez względu na kanji, które noszą na sercu. W karate doświadczenie jest skarbem, obserwacja i czerpanie od dobrych nauczycieli w zestawieniu z krnąbrnym testowaniem systemu przez trenera świeżaka dają szansę na sukces.
Testowanie środowiska często sprawia problemy, ale żaden sensei nie cechuje się nadmierną pokorą i lękiem. Na studiach zrozumiałem, że jestem jedną z tych osób. Czy byłem grzecznym i pokornym uczniem? Starałem się, ale droga przez karate pozwoliła mi zrozumieć, że szacunku nie można wymagać bezwarunkowo. Trzeba na niego pracować.
Droga sprawiła, że zrozumiałem swoje potrzeby. Dzięki karate wiem, że potrafię rozumieć „kosmitów*”, że potrafię z nimi rozmawiać i kierować ich ścieżką. Jak to się stało, że z leworęcznego nygusa stałem się sensei? Szybko zrozumiałem, że ta biała piżama z paskiem na biodrach to całe moje życie. Droga na bosaka to świetna przygoda, która może towarzyszyć mi przez całe życie.
Kiedyś nawinąłem dzieciom makaron na uszy, w który sam szybko uwierzyłem. Pogadanka motywacyjna wymyślona podczas ceremonii przy rozpoczęciu zajęć. Zapytałem dzieci, głównie chłopców, czy lubią piłkę nożną. Odpowiedź padła błyskawicznie. Później zapytałem, ilu zawodników jest na boisku. Kolejne pytanie: ile osób mieści się na stadionie? Później zapytałem, czy woleliby oglądać mecz na trybunach, czy być na boisku?
Co wynika z tej intelektualnej gimnastyki? To do nas należy decyzja, gdzie chcemy być. Czy chcemy się przyglądać, czy kreować i wytyczać ścieżki dla innych? Tęsknię za analogowym światem, gdzie faktyczny rezultat, osiągnięcie, były motorem napędowym sukcesu. Cyfrowa rewolucja przewróciła ten świat do góry nogami, dlatego dziś jest trudniej, ale o tym później.
Jak to możliwe, że droga, wysiłek są wartością samą w sobie? Co za głupota. W sporcie liczy się wynik. W sporcie liczą się medale i rekordy. Historia odznaczy jedynie najlepszych, reszta jest mało znaczącym tłem. W sporcie.
Szczęśliwie karate to nie sport. Karatecki sport to jego niewielki wycinek, wartościowy fragment, który rozwija dyscyplinę, podnosi poziom i zwiększa rywalizację. Jak to się dzieje, że w ramach jednej dyscypliny można połączyć sztukę i sport? Piękne, prawda? U podstaw tego fenomenu leży rodzaj selekcji lub jej brak. Selekcja naturalna pozwala wyłonić osoby predysponowane do ścieżki sportowej. Co z resztą trenujących? Droga na całe życie. Trudno zrozumieć osoby trenujące karate, które czerpią przyjemność z każdego treningu pomimo trudności i braku perspektywy osiągnięcia mistrzostwa oraz bólu towarzyszącemu ciągłej konfrontacji. I tu kolejna pułapka. Znam osoby, których poziom zaangażowania i pracy nad sobą przewyższa znacznie ich możliwości fizyczne. Czy to wyklucza takich karateków z osiągnięcia mistrzostwa? Zdecydowanie nie, ale na innym poziomie, w innym obszarze. Nie możesz osiągnąć mistrzostwa w ramach uczestnictwa, ale możesz walczyć o każdy dzień, żeby przyniósł postępy. To właśnie postępy świadczą o mistrzostwie. Postępy w czasie prowadzą do rutyny. Rutyna prowadzi do braku rezygnacji, brak rezygnacji to szansa na mistrzostwo.
Sport w karate wymaga oddzielnej refleksji. U podstaw zrozumienia drogi jako wartości samej w sobie leży radość z każdego treningu. Suma pojedynczych treningów kształtuje człowieka długofalowo.
Dlaczego droga pasuje do tej podróży przez czas? Bez względu na to, czy swoją przygodę rozpoczynasz jako kosmita, czy dojrzały człowiek, Twoje życie się zmieni. Obrazowo – karate jest jak dobry przyjaciel. Potrafi podnieść albo kopnąć w tyłek.
Początkowo kosmita drepcze w chaosie. Później podąża ścieżkami, dróżkami, stopniowo drogami. Na koniec wsiada do samolotu, jego świat się kurczy, a drogi przestają istnieć. Mały człowiek tworzy, rozwija się w chaosie. Uporządkowanie tej drogi to nie lada wyzwanie, ale dobry trener będzie potrafił to zrobić. Kiedy chaos formuje szereg, przechodzimy do dreptania według drogowskazów. Sztuka w tym, żeby pokazać kierunek, nie sposób transportu. Dlaczego? Bo każdy ma inne tempo, bo jeden „kosmita” dotrze do kolejnego skrzyżowania w mig, innemu zajmie to dwa lata. Jestem w miejscu ponownego chaosu. Tak właśnie traktuję etap od 3 dan.
Dojrzałem do momentu, w którym biorę na siebie odpowiedzialność za betonowanie nowych dróg, które odpowiedzą na dzisiejsze potrzeby. Kolejne drogi będą budować moi uczniowie i tak bez końca. Dlaczego? Ponieważ te same drogi prowadzą w te same miejsca. Jako ludzie, jako karatecy, nie potrzebujemy i nie chcemy takiego życia.
Jako rodzic i trener wiem, że dobra nawigacja to nie wszystko. Żeby dojechać do celu, oprócz sprawnego auta, muszę uważać na otoczenie. Muszę podjąć szereg decyzji. Muszę wybrać odpowiednią drogę. Czasem boczną, czasem płatną. Podobnie jest z treningiem. Naszym autem jest ciało. Cel? Krótkofalowo – dowolny, długofalowo – praca nad sobą. Trochę jak z autem. Z wiekiem sprawia problemy, ale odpowiednio utrzymane działa.
Jedną z zalet karate jest nieporównywalna z innymi dyscyplinami elastyczność i mnogość dróg do realizacji celu. Czy wybór drogi należy do mnie? Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Myślę, że najlepsza sytuacja to taka, gdy drogę wybieram sam, ale ktoś nad tymi wyborami czuwa. Tym znakiem drogowym jest trener lub rodzic. Czynników jest więcej, ale jeśli idziesz dobrą dla swojego celu i potrzeb drogą, będziesz iść bez końca. Po wielu latach uważam, że właśnie droga bez końca jest złotem, które trwale poprawia jakość życia.
Jaką drogę wybrać? Nie wiem. Ja wybrałem karate – to mój przyjaciel na każdym etapie życia. Cel jest sprawą drugorzędną: ścieżka sportowa, zabawa formą aktywności, utrzymanie zdrowia, utrzymanie kontaktów towarzyskich, poczucie wspólnoty, samorozwój. Tak powstało BUSHIDO.
M.
Krzyk trenera vs „darcie ryja” Krzyk to nie jest darcie ryja! Darcie ryja to kapiszon, płachta na byka. Krzyk to coś zupełnie innego. Dobre narzędzie w rękach trenera. Odpowiedni, wyważony potrafi zamrozić…
Narkotyki dla dzieci Jedyną gwarancją jakiejkolwiek przyszłości dla naszych dzieci i wnuków są silni ludzie. Silni ludzie nie przybywają z kosmosu. Wychowują ich rodzice i otoczenie. Samodzielność i zaradność to wynik starań…
Wakacje bez smartfona. Telefon zostaw w torbie – przez dwie godziny świat Ci nie ucieknie! Smartfon Smart telefon ogłupia, załączając endorfiny w pakiecie. Przepis idealny na wychowanie szczęśliwego ciała bez potrzeby relacji….
Sanki Niebezpieczeństwo! Mówię Wam, dookoła „dorośli” ze sznurkami, kijami, smyczami, uprzężami. Rodzice są zagrożeniem! Wymijanie biegających po górce zgredów, omijanie sznurków, patyków i saneczkowych „zabezpieczeń” to wyczyn na minimum 6 kyu! Dajcie…
Karate 2.0 🙏 Moje Karate ciągle się zmienia. Uczę się uczyć. Uczę się uczyć jak nauczać. Bawię się dyscypliną, która stała się moim całym życiem. Jestem Karateckim rodzicem, chcę być częścią tego…
Od 20 lat jestem wychowawcą i trenerem Kształcenie oparte na doświadczaniu, a nie wykształcenie na glinianych nogach, to szansa na szczęśliwą drogę przez życie i sukces w dorosłym świecie. Po pierwsze Wierzę,…
Żółty pas. Tyrka nie lans. W cieniu, bez blasku, żadnych oklasków. 🤷♂️ Ciężka to „chwila” w Karateckim życiu. Żółtek ➡️ Ni to świeżak, bohater też nie. Obok zielonego stoi, tyle się od…
Bushido to mój drugi dom. Zdejmij buty! Na bosaka i z otwartym sercem! W zamian dostaniesz naszą uwagę, wycisk i szczerość. Po 12 latach na boska w BUSHIDO mogę powiedzieć, że nauczyliście…
W imieniu przyszłości Jeśli nie przeraża Cię ten obrazek to nie z Twoim dzieckiem jest coś nie tak tylko z Tobą. A gdybym opublikował zdjęcie dziecka palącego papierosa lub pijące alkohol? Gdyby…
Pandemiczny drugi plan To nie jest tekst o śmiertelnej chorobie, to nie jest tekst o problemach systemu opieki zdrowotnej, to nie jest tekst o gospodarce. Rzecz jest o skutkach z rykoszetu, o…
Trzydzieści czterolatków i ja Jak utrzymać dyscyplinę? Jak ogarnąć taką bandę? Jak nauczyć, bawić, pomóc i wymagać? Jak przetrwać? Z perspektywy trenera trening z grupą czterolatków jest jak „opera”. Dlaczego?„Bo opera to…
Telefon jest smart, my nie Prawidłowy i zrównoważony rozwój dziecka jest możliwy jedynie przy udziale i zaangażowaniu rodziców. Tak wszyscy to wiedzą. Dzieci nie są głupie. Widzą więcej niż nam się wydaje,…
Sztuka sportu czy sport na sztukę? Karate nie mieści się w głowie, nie jest do zmierzenia medalami. Karate mieszka w sercu. Karate nie ma koloru skóry. Karate nie jest najważniejsze, jedyne i…
Przyszłość zaczyna się dziś Kosmici – Uczmy, pokazujmy, motywujmy, organizujmy i kontrolujmy… Megafony dudnią w uszach zatroskanych rodziców. Wyścigi na kompetencje czas start! Wtłoczeni w absurdalną rzeczywistość otwieramy oczy i co? Okazuje się,…
Poniedziałki z białym pasem Trenerską przygodę zaczynałem jako dzieciak. Miałem 18 lat i brązowy pas! Oj surowo traktowałem poddanych;) Białas był cieniasem. Świat się zmienia, ja się zmieniam. Kolejne pasy, setki uczniów…